Akt oskarżenia przeciwko Adamowi Z. oskarżonemu o zabójstwo z zamiarem ewentualnym Ewy Tylman oparty jest w dużej mierze o zeznania trójki policjantów, którym to oskarżony miał w spontanicznej wypowiedzi opisać to, co stało się nad brzegiem Warty. Rozmowa nie była protokołowana, bo jak twierdzą sami policjanci, pracują w pionie kryminalnym Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu i w zakresie ich obowiązków służbowych nie ma przesłuchań i sporządzania z nich protokołów.

Z tej rozmowy sporządzona została notatka służbowa, która stała się podstawą oskarżenia  Adama Z. Jako, że notatka nie może posłużyć jako dowód, policjanci, zostali powołani na świadków. Od razu nasuwa się pytanie, czy policjant z 27-letnim stażem, jakim jest Rafał B., nie ma świadomości, że taka notatka nie ma wartości dowodowej? Czy nie było na komisariacie nikogo, kto mógłby w tym momencie  zaprotokołować to co opowiedział oskarżony? Czy policjanci nie mogli skontaktować się z prokurator Jarecką, która pokierowałaby odpowiednio biegiem spraw? Takich pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi na nie brak.

Sam oskarżony nigdy więcej nie powtórzył tej wersji wydarzeń, którą przedstawił trójce policjantów, a ponadto oskarżył ich o to, że podczas jednego z przesłuchań dopuścili się wymuszania na nim zeznań.

Przyjrzyjmy się jednak innym aspektom tej sprawy. Jak mogliśmy zobaczyć podczas eksperymentu procesowego prokuratury, w którym odtwarzane było to, co powiedział Adam Z. trójce policjantów. Oskarżony i Ewa Tylman chodzą po skwerze Łukasiewicza, po czym podbiegają do barierki nad skarpą, gdzie Adam spycha ją w dół i schodzi z wału nad Wartą. Jak przedstawiono na nagraniu z eksperymentu, oskarżony zszedł najbardziej stromą, a zarazem najbliższą miejscu, w którym się znajdował drogą w dół. Policjant Rafał B. w swoich zeznaniach mówi, że oskarżony po zepchnięciu Ewy szukał wypłaszczenia, którym mógłby zejść na dół. Skąd ta rozbieżność? Dlaczego nie zostało to uwzględnione w eksperymencie procesowym? Czy gdyby Adam szukał wypłaszczenia, to czas trwania eksperymentu wydłużyłby się na tyle, że byłby nierealny czasowo? Czy może też treść notatki jest nieprawdziwa, a prokuratura wybiera sobie z niej tylko to, co pasuje jej do przyjętej hipotezy?

Kolejna nieścisłość, którą możemy zauważyć, to porównanie eksperymentu procesowego z udziałem psów, które wypożyczono z Niemiec. Psy te według informacji podanych przez prokuraturę i policję są w stanie wytropić choćby atomy zapachu osoby, którego próbkę dostaną do rozpoznania po wielu miesiącach. Psy jednak nie poszły drogą, którą przedstawia prokuratura, nie weszły w głąb skweru Łukasiewicza, lecz obydwa poszły drogą wprost w kierunku mostu św. Rocha. Jeden z nich zszedł w dół owym wypłaszczeniem, o którym wspomina w swoich zeznaniach policjant Rafał B. i dalej w kierunku nadbrzeża rzeki, a drugi przeszedł przez most. Jak to koreluje z wersją prokuratury, gdzie zarówno Adam Z. jak i Ewa Tylman mieli wejść w głąb skweru? Czy żaden z psów nie wyczuł tego i poszły one innym tropem? Dlaczego jeden pies, nie poszedł tą samą drogą co drugi? Czy może w końcu zapach nie prowadził na skwer i ani Adam, ani Ewa nigdy nie weszli w jego głąb?

Należy tutaj wspomnieć relację Piotra Tylmana, brata Ewy, który jako jedyny poza organami ścigania widział monitoring z hotelu Ibis, na podstawie którego to prokuratura ustaliła sposób poruszania się oskarżonego z Ewą Tylman po wspomnianym wyżej skwerze. Wersja Tylmana i wersja prokuratury w tej kwestii różnią się znacznie. Pani prokurator Jarecka widzi na tym monitoringu jak wchodzą w głąb skweru i dochodzi tam do sprzeczki, po czym Ewa uciekając dobiega do skarpy, z której to spycha ja Adam. Piotr Tylman nie widział tam biegania po skwerze, nie widział też gonitwy i sprzeczki. Z jego relacji wynika, że poszli oni w kierunku mostu Rocha i tuż przed mostem monitoring się urywa, po czym kilka minut później widać wracającego już samego Adama Z. – co potwierdza się w wersji z eksperymentu z niemieckimi psami. Czy zatem Piotr Tylman widział inny monitoring niż prokurator Jarecka? Ktoś ewidentnie mija się z prawdą.

Jak można zauważyć, akt oskarżenia nie jest spójny a pani prokurator Jarecka próbuje w nim uprawdopodobnić swoją wersję wydarzeń, podpierając się tymi elementami zeznań, eksperymentów procesowych i monitoringów, które wpasowują się w jej założenie, zupełnie pomijając i nie komentując tego, co przeczy jej wyobrażeniu o przebiegu wypadków. Jaka jest prawda? To pytanie niestety narazie pozostaje bez odpowiedzi.

Przeczytaj również: