Wolf, taki pseudonim operacyjny nadaliśmy naszemu rozmówcy. Nie obce mu są tajemnice, posiada dostęp do akt, których my na oczy byśmy nie mogli zobaczyć. Zanim dotarliśmy na miejsce spotkania, to sprawdzał nas. Trzy razy zmieniał miejsce spotkania, sam dopilnował, byśmy to nie my go znaleźli, ale on nas.

Miejscowość pod Poznaniem, to tam udało się nam porozmawiać z Wolfem. Bez błysków kamer, bez fleszy aparatów, w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie dźwięk nie wydostaje się na zewnątrz. To jego warunki. Warunki na które musieliśmy przystać, by z nim porozmawiać. Pozwolił jedynie na zrobienie kilku zdjęć. Zdjęć na których nie widać jego twarzy, na których również nie ujawnimy żadnego z tatuaży jakie ma, bo dawni koledzy rozpoznali by go bez problemu.

Chce nam opowiedzieć o swoim życiu, o pracy, o tym kogo w niej spotkał, z kim rozmawiał, jak również o swoich obawach. Wolf starał się nie kierować w pracy uczuciami, praca wymagała tego, by ich nie okazywać. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek uczucia wchodząc w środowisko, które rozpracowywał, nie mógł się zdradzić, zgodnie ze swoją zasadą „nieraz trzeba ugryźć się w język i powiedzieć mniej, niż się sprzedać i powiedzieć o jedno słowo za dużo”.

Również w rozmowie z nami jest bardzo oszczędny w słowach, nieraz tylko spojrzy, a nieraz kiwnie głową przytakująco. Ale są momenty w których się otwiera, w których mówi dużo więcej niż byśmy chcieli usłyszeć. To właśnie o takich momentach chcemy wam opowiedzieć. To właśnie takie wyznania Wolfa chcemy wam zaprezentować.

Zgodził się na jedno, na przedstawienie prawdy minionych lat, na jedno spotkanie w tygodniu, każde w innym miejscu, które to on wyznaczy. Zgodził się też na rzecz najważniejszą, że w jego słowach nie będzie nawet odrobiny kłamstwa, ani odrobiny ubarwiania historii. „Powiem jak było, powiem prawdę, której jeszcze nikomu nie wyjawiłem” – tak zakończył spotkanie i wyznaczył termin następnego. Po czym podał nam rękę i powiedział „do poniedziałku”.

Przeczytaj również: