Minęło już wiele lat od tamtych wydarzeń, a ja jak co roku, kiedy zbliża się czas zakochanych, mam przed oczami wydarzenia z przeszłości. Wielkimi krokami nadchodzą Walentynki, a mi ten czas kojarzy się ze strachem. Po dziś dzień patrzę w okno czy jego tam nie ma. Zaczęło się od wielkiej przyjaźni. Był kiedy go potrzebowałam, o każdej porze dnia. Starszy, 56-letni mężczyzna – myślałam wtedy – liczby, co one znaczą? A jednak przekonałam się o tym bardzo szybko.

Troskliwy, jak ojciec, którego nigdy nie miałam przy sobie. Mijały miesiące, a on nie odstępował mnie na krok. Byliśmy ze sobą blisko, choć nie tak, jak tego oczekiwał. Zdobywał moje zaufanie w każdej sekundzie naszej rozmowy, zagłębiał się w miłości, uzależniał od mojej osoby każdego dnia co raz mocniej. Miłość jest piękna… Lecz w tym wypadku nieodwzajemniona. Kiedy ktoś stara się o ciebie, imponuje ci. Przyciąga cię swoim uzależnieniem. Zagłębiasz się w chorej relacji, ekscytujesz się jego obecnością kiedy on przejmuję nad tobą totalną kontrolę. Nie widzisz tego. Brniesz dalej, dajesz sobą manipulować, a on przekracza progi twojego domu, krok po kroku pochłaniając wiedzę na twój temat.

Nie bronisz się, bo dlaczego? Jest taki kochający… I tak mijały miesiące. Wspólnych rozmów, głownie na mój temat, by wiedział więcej i więcej. By mógł to kiedyś wykorzystać. Głuche telefony, przykre SMS-y. Czym sobie na to zasłużyłam? Co zrobiłam złego, że tak źle mnie traktuje? Przecież mówił, że kocha… Że tęskni każdego dnia, gdy mnie nie widzi… Zostałam z tym sama jak palec. Mój partner, który przysięgał, że obroni mnie przed każdym złem tego świata, nie wytrzymał. Odszedł w najgorszym momencie mojego życia. W momencie, gdy stałam się ofiarą prześladowcy, człowieka, którego tak ceniłam, który był moim najlepszym przyjacielem. Bratnią duszą. Wiedział o mnie dosłownie wszystko. Znał każdy szczegół z mojego życia, znał każdy mój krok.

„Zgaś światło, Skarbeńku, bo już jest bardzo późno. Zaśpisz do pracy”, tych słów nigdy nie pozbędę się z głowy. Czułam się zamknięta we własnym domu. Nie było dnia żebym nie obejrzała się przez ramię, w poszukiwaniu człowieka, który zrobił ze mnie kompletny wrak. Śledził, groził, straszył… Dzień za dniem. A wciąż mówił „Kocham Cię”. Jego obsesja stała się tak niebezpieczna, że atakował z każdej strony. Nachodził moją rodzinę, przyjeżdżał pod moje okno i czekał aż wyjdę z domu. Nikt nie był w stanie mi pomoc. Interwencje policji nic nie dawały. Czuł się bezkarny. Jak pasożyt, którego w żaden sposób nie można wytępić. A ja zagłębiałam się w co raz cięższej depresji…

To początek mojej opowieści, mojego horroru, mojej drogi od przyjaźni, poprzez nieodwzajemnioną miłość, aż do chorobliwego prześladowania. A ja mu tylko zaufałam, szukałam przyjaciela. Przyjaciela, którego teraz nienawidzę.

Przeczytaj również: