Kiedy robimy coś niezgodnego z prawem zwykle lepiej nie chwalić się tym funkcjonariuszom policji. Takiego zdania jest obecnie również 21-letni mieszkaniec Wrocławia, który zadzwonił pod numer alarmowy aby zgłosić kradzież kokainy.

Dyspozytorka zobowiązana przepisami wysłała na podane miejsce patrol w celu spisania zeznań, chociaż była przekonana, że to żart. Policjanci po przybyciu do wskazanego lokalu nie mogli uwierzyć, że faktycznie zastali w nim autora zgłoszenia.

Mężczyźnie miało zginąć zawiniątko, w którym znajdowało się około piętnastu gramów białego proszku o wartości ok. 4000 zł. Podał dane wszystkich osób, które ostatnio go odwiedzały i domagał się interwencji.

Ku dalszemu zdziwieniu przybyłych na miejsce funkcjonariuszy Adam stwierdził, że jest zbyt roztrzęsiony całą sytuacją i musi sobie zapalić. Po czym spod zlewu wyjął torebkę, w której znajdowało się ok. 30 gram marihuany i zupełnie nieświadomy pogarszania swojej sytuacji zaczął zawijać susz w bibułkę… którym następnie chciał poczęstować spisujących zeznania policjantów.

– Cała sytuacja jest dla nas niepojęta, byliśmy przekonani, że koledzy robią sobie z nas żarty – tłumaczy starszy sierżant Marcin Kołodziej. – Całej sprawy by nie było z powodu braku rzeczonej kokainy, jednak mężczyzna postanowił pochwalić się posiadanym w dużych ilościach haszyszem.

Adam najprawdopodobniej mylnie założył, że prawo depenalizujące posiadanie narkotyków zostało wprowadzone, tymczasem dopiero rozpoczyna się o tym dyskusja i to o małych ilościach na użytek własny, czego nie można powiedzieć o znalezionych 30 gramach.

Mężczyzna stanie przed sądem. W zależności od oceny posiadanej przez niego ilości, art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomani przewiduje karę nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Przeczytaj również: