"Odwrócony" gangster Mariusz K.

Mariusz K. to były gangster ze śląska, który wspólnie z Ryszardem Niemczykiem prowadził pod koniec lat 90-tych komis samochodowy. Został skazany na karę 3,5 roku pozbawienia wolności za wyłudzenie około 600.000 tysięcy złotych i działalność parabankową. Obecnie mieszka w Anglii. Prowadził tam biuro aplikacyjne, które pomagało załatwić formalności Polakom chcącym wyjechać z kraju w celach zarobkowych. Teraz wynajmuje nieruchomości rodakom, którzy wyemigrowali do UK w poszukiwaniu lepszego życia. Zapytaliśmy go o początki jego przestępczej działalności i nawrócenie, po którym sam siebie określa jako „Odwrócony”. To pierwsza część wywiadu, w której publikujemy początek i koniec jego przestępczej kariery. W kolejnych publikacjach będziemy pytać o szczegóły tego, co działo się pomiędzy tymi zdarzeniami.

KP: Sam siebie określasz mianem „Odwróconego” – czyli prawego, porządnego człowieka, który zszedł ze ścieżki przestępczej. Co się zdarzyło w Twoim życiu, że na ścieżkę przestępczą wszedłeś i kiedy to było?

MK: Wszedłem na drogę przestępstwa w 1998 roku, nic mnie do tego nie zmusiło, po prostu założyłem sobie plan, miałem biznes plan. Wymyśliłem jak bez wkładu własnego zarobić kasę obracając cudzymi pieniędzmi na handlu samochodami. Nie wiedziałem wtedy, że nie trzeba ukraść, oszukać, wyłudzić, żeby być przestępcą, działalność parabankowa to też przestępstwo. Później, kiedy już miałem kasę, dochodziły inne czyny, człowiek z miliardem starych złotych w kieszeni w wieku 20 lat, ma wrażenie, że może wszystko, a co dopiero jeśli w drugiej kieszeni masz drugi miliard.

KP: Większość przestępstw przedawnia się po 10-15 latach, zatem Twoje zostały już przedawnione, jakie jeszcze poza tymi za które zostałeś skazany popełniałeś pod koniec lat 90-tych?

MK: Zostałem skazany za oszustwa i wyłudzenia,  nigdy nie odpowiedziałem za korumpowanie funkcjonariuszy na przykład. Były sytuacje, które mogły być przedmiotem postępowań, ale nie były, to były codzienne sytuacje, jakieś ściąganie należności za nie zapłacone samochody i tym podobne. Odpowiedziałem przed sądem tylko za to co było ewidentne i można było mi udowodnić na papierze, czyli w ramach firmy jaka miałem zarejestrowaną.

KP: Co z kasą, którą wtedy wyłudziłeś, zwróciłeś ją poszkodowanym?

MK: W sprawie w której zostałem skazany, było blisko 100 poszkodowanych, rozliczyłem się przed aresztowaniem tylko z wspólnikami, partnerami biznesowymi i ludźmi którzy mogli być później mściwi. Około 90-ciu poszkodowanych nigdy nie odzyskało pieniędzy.

KP: Nie obawiałeś się ludzi, których oszukiwałeś? Nie myślałeś, że możesz trafić na „mocnego” przeciwnika, który nie odpuści i będzie chciał Cię rozliczyć poza prawem?

MK: Nie wtedy nikogo się nie obawiałem. Poszkodowani to zwykli ludzie, zawsze ich sprawdzałem, a z kozakami się dogadałem. Spotkałem potem wielokrotnie ludzi poszkodowanych przeze mnie, zawsze z uśmiechem. Naprawdę to był czas kiedy mogłem wszystko. Załatwiałem sprawy przy pomocy szemranych kolegów, a jeśli tak się nie dało, to wysługiwałem się… policją.

KP: Zostałeś skazany za wyłudzenie ok. 600.000 nowych złotych i działalność parabankową na 3,5 roku więzienia. Ile z tej kary odsiedziałeś i jak ona wpłynęła na Twoje dalsze życie?

MK: Odsiedziałem 3 lata z zasądzonego wyroku, ale tylko 1,5 było uciążliwe (areszt śledczy). Później zakłady otwarte – przepustki, sale bez krat, wyjścia do „pracy” na wolność. Odsiadka ukształtowała moje późniejsze życie w dużym stopniu – wiedziałem że już nigdy więcej nie chcę tam trafić.

KP: Czy odbywając karę dopuszczałeś się kolejnych przestępstw?

MK: Nie, poświęciłem czas rodzinie, małe dzieci miałem. Moja była już żona powtarzała wielokrotnie że to był… najlepszy okres naszego małżeństwa, wcześniej biegałem za kasa, wieczny brak czasu. Podczas przepustek cały czas byłem z rodziną, a spędzałem poza murami więzienia więcej czasu niż przewidywał regulamin.

KP: Gdybyś mógł cofnąć czas do momentu popełnienia pierwszego przestępstwa, to zrobiłbyś to ponownie?

MK: Gdybym cofnął czas, zrobiłbym to ponownie, bo to się po prostu opłaciło i wszystko było zaplanowane.

KP: Jak wpadłeś na pomysł takiego właśnie „biznes planu”? Inspirowały Cię do tego działania innych gangsterów, czy raczej sam w domowym zaciszu szukałeś rozwiązań zdobycia szybko dużych pieniędzy?

MK: To był mój pomysł, plan i realizacja.

KP: Masz taką granicę, wewnętrzną blokadę, której nigdy nie przekroczyłeś i stając przed wyborem popełnienia przestępstwa powiedziałeś – nie?

MK: Nigdy nie przekroczyłem granicy i nie przekroczę jeśli chodzi o narkotyki. Za żadne pieniądze tego nie zrobię, a oferowane mi były te biznesy – czy kiedyś w Polsce, czy już teraz w Anglii.

KP: Co poza chęcią zdobycia pieniędzy kierowało Tobą podczas popełniania przestępstw?

MK: Pieniądze przede wszystkim były motywem i motorem, ale również „siła i władza”, to uczucie że jesteś królem świata i nikt ci nie podskoczy…

KP: Na popełniane przestępstwa patrzyłeś jako na czyny zabronione przez prawo, czy bardziej jako na sposób wzbogacenia się nie patrząc na konsekwencje?

MK: Jak patrzyłem na przestępstwo jako czyn? Byłem dumny z tego że jestem tak cwany, że omijam prawo, działam a ciężko mnie oskarżyć.

KP: Jakie zdarzenia spowodowały u Ciebie „Odwrócenie”? Czy to była taka spontaniczna decyzja, czy raczej długotrwały proces?

MK: Jeśli chodzi o tak zwane moje „Odwrócenie” to nastąpiło to zupełnie niedawno, bo długo jeszcze nawet na emigracji, żyłem i zarabiałem w szarej strefie, zdarzyło się jednak coś, co mi uświadomiło że mogłem spędzić w więzieniu naście lat, i to za czyny których nie popełniłem. Zostałem pomówiony, sprawę ukartowali moi byli koledzy z ex-partnerką,  chcieli mnie zwyczajnie wysłać do diabla, zamknąć na wiele lat. W imię czego? Monety!

KP: Opowiedz trochę więcej o tym zdarzeniu.

MK: Moim kolegom potrzebne były domy, którymi dysponowałem (wynajmowałem pokoje Polakom w sześciu domach). Chcieli w nich założyć plantacje marihuany, ja się na ten pomysł nie godziłem, po pierwsze nie musiałem, bo dobrze zarabiałem legalnie na pokojach. Po kilku moich odmowach, zaplanowali i zrealizowali plan, dziewczyna zeznała, obciążając mnie, zostałem szumnie aresztowany – udało mi się wyjść za kaucją. Po sześciu miesiącach śledztwa zostałem oczyszczony, nie wniesiono nawet aktu oskarżenia – po tej sytuacji jestem innym człowiekiem.

KP: Dziękujemy za odpowiedzi. W następnej części wywiadu, którą opublikujemy w przyszłym tygodniu chcielibyśmy porozmawiać z Tobą o Ryszardzie Niemczyku. O tym jak na siebie trafiliście i jak zostaliście wspólnikami. Chciałbyś na koniec przekazać coś naszym czytelnikom?

MK: Przestępstwo często się opłaca finansowo, ale niekoniecznie moralnie, a skutki powiązań i demony przeszłości mogą zostać na zawsze… Przekalkuluj.

Przeczytaj również: