Przedawnienie | fot. Retrica

Nasz ustawodawca przewidział, że każde przestępstwo (z wyjątkiem zbrodni wojennych) przedawnia się z upływem określonego czasu. Przyjął bowiem, upływ terminu przedawnienia dezaktualizuje realizację celów karania, a także ma na względzie uniknięcie destrukcji procesu integracji sprawcy społecznej sprawcy przestępstwa. Ustawodawca wziął również pod uwagę, że z biegiem lat pamięć ludzka zaciera się, co może powodować określone trudności dowodowe w postępowaniu przed Sądem (por. uzasadnienie rządowego projektu Kodeksu karnego). W art. 101 KK przewidziano terminu ustania karalności dla poszczególnych typów przestępstw. Dla zabójstwa przewidziano najdłuższy, trzydziestoletni termin przedawnienia. Po jego upływie, zgodnie z art. 17 § 1 pkt. 6 KPK, postępowania nie wszczyna się, a już toczące się – umarza. Jedynie w wyjątkowych sytuacjach, gdy od razu są podstawy do uniewinnienia oskarżonego, Sąd może wydać wyrok uniewinniający, na co trafnie wskazał Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 2 lipca 2002 r. (sygn. akt IV KKN 264/99).

Reasumując, ustawodawca oparł się na stwierdzeniu, że czas leczy rany i nie jest zasadne pociąganie do odpowiedzialności sprawy za przestępstwo, którego okoliczności mało kto pamięta. Sprawca może być już po tych kilku czy kilkunastu latach uczciwym obywatelem, przestrzegającym prawo, płaczącym podatki i pozdrawiającym sąsiadów codziennym „dzień dobry” dżentelmenem. Mam jednak wątpliwości, czy upływ czasu pozwoli komuś zapomnieć o stracie najbliższej osoby? Dziecka, małżonka, rodzica itd.? Sądzę, że mimo wielu lat pragnienie sprawiedliwości nie maleje. Jedynie na marginesie warto odnotować, że zachowanie sprawcy po popełnieniu przestępstwa jest okolicznością, którą Sąd ma obowiązek wziąć pod rozwagę przy wymiarze kary (por. art. 53 § 2 KK), jednak w mojej ocenie karalność najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu nie powinna nigdy ustawać.

Do tej grupy należy historia, którą chciałbym dzisiaj przypomnieć.

13 czerwca 1984 r. (środa) o godz. 21:23 do Komendy Milicji Obywatelskiej w Międzychodzie przybył mieszkaniec Kolna – Mirosław Hellwig, zawiadamiając o zaginięciu swojej żony, dwudziestodwuletniej Danuty Hellwig. Państwo Hellwig byli małżeństwem dopiero o 2 czerwca tego roku, mąż pracował jako stolarz w firmie prowadzonej wspólnie z bratem, a żona, która niedawno uzyskała dyplom technika rolnika, zajmowała się pracą laboratoryjną w ośrodku doświadczalnym ówczesnej Akademii Rolniczej w Poznaniu, położonym w miejscowości Kozia.

Krytycznego dnia o godz. 6:10 małżonkowie opuszczają dom. Pan Mirek podwozi swoją żonę do Bielska, skąd „żukiem” wraz z innymi osobami jedzie przez Międzychód do Gorzynia. Ok. 6:45 Danuta Hellwig rusza do Koziej. Jej droga do pracy jest długa: najpierw musi dojść do drogi Poznań – Szczecin i iśc nią 1,5 km, następnie przy zajeździe „Ostęp” skręcić w las i dopiero po 2 kilometrach znajdzie się w miejscu pracy.

Mijają godziny. O 15 Mirosław Hellwig przyjeżdża samochodem po żonę do Gorzynia, jednak nie spotyka jej tam. Przekonany, że minęli się po drodze, wraca do domu. Mimo upływu kolejnych godzin, Danuta nie zjawia się w Kolnie. O 18:30 Hellwig jedzie znów do Gorzynia, gdyż przypomniał sobie, że żona może pracować do godz. 19, jednak i tym razem jego peregrynacja okazała się bezskuteczna. Odwiedza teściów oraz miejscowy szpital, jednak nigdzie nie dowiaduje się, co stało się z jego żoną. W tej sytuacji zdecydował się na zawiadomienie miejscowych milicjantów.

Stróże prawa bardzo poważnie podeszli do zgłoszenia i od razu rozpoczęły się poszukiwania. Brali w nich udział milicjanci, ormowcy*, żołnierze, współpracownicy Danuty oraz okoliczni mieszkańcy. Mimo tak szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej nie udało się odnaleźć zaginionej kobiety. Niestety, pogoda nie sprzyja penetracji – pada ulewny deszcz. Dowodzący akcją postanowił więc przerwać całonocne, bezskuteczne poszukiwania. Mimo podjęcia ich kolejnego dnia, nie udało się odnaleźć kobiety.

W czwartkowy wieczór, 14 czerwca 1984 r., ok. 21:30 dwaj wracający na skróty przez lat z wędkowania mieszkańcy Górzna potykają się o przysypane ściółką zwłoki młodej kobiety. Zaalarmowali milicję. Okazało się, że ciało należy do poszukiwanej dwudziestodwulatki. Zwłoki były kompletnie ubrane, nie nosiły też śladów żadnych obrażeń. Na szyi denatki zawiązany był pasek jej torebki. Szczególne zdumienie dochodzeniowców wzbudził inny szczegół: na piersiach kobiety morderca położył kwiaty.

Zwłoki znajdowały się 35 metrów od leśnej drogi, prowadzącej do Koziej. 4 metry od zwłok ujawniono pestki czereśni i całe owoce, pochodzące z ogródka zamordowanej.

Morderca zabrał swojej ofierze obrączkę ślubną, charakterystyczny pierścionek (złożony na pół drucik z kamieniem w pętli), a także skórzaną torebkę z dokumentami oraz 2 lub 4 tysiące złotych**.

Prowadzący postępowanie przygotowawcze ustalili, iż denatka dotarła drogą Poznań  – Szczecin aż do zajazdu „Ostęp” i skręciła w leśną drogę. Tam spotkała mordercę. Przyczyną zgonu  był zawał serca, więc Hellwig została silnie nastraszona przez sprawcę, a następnie przeniesiona na miejsce znalezienia zwłok. Tam morderca okrada swoją ofiarę i – będąc przekonany, że denatka tylko straciła przytomność – zawiązuje pasek na jej szyi i okrada ją.

W śledztwie przyjęto różne motywy zbrodni. Najpierw sprawdzano innych znajomych Danuty, których „amory” mogła odrzucić. Później przyjęto wersję, że za zbrodnią może stać przejezdny (wszak zwłoki znaleziono przy ruchliwej, wojewódzkiej trasie) zboczeniec – sadysta.

Mimo energicznych działań ówczesnej milicji i prokuratury, sprawca morderstwa Danuty Hellwig nie został wykryty.

Karalność opisanej zbrodni ustała 13 czerwca 2014 r. Sprawca – o ile go kiedykolwiek poznamy – nie odpowie już za swój czyn.

Sprawa Prokuratury Rejonowej w Międzychodzie, sygn. akt Ds 437/84.

* ormowcy – członkowie Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej.
** mowa oczywiście o tzw. starych złotych, były to dzisiejsze 20 lub 40 groszy. Dla porównania, w 1983 r. pół litra wódki kosztowało ok. 300 zł.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: