Osiemnaście lat temu, 25 lutego 1998 r. przypadał w środę. Była to o tyle charakterystyczna środa, że owego dnia przypadał również Popielec. Zapamiętałem ten lutowy wieczór jednak z diametralnie innej przyczyny. Około 23 w telewizyjnej „Dwójce” po raz 130 emitowano wydanie Magazynu Kryminalnego „997”. Oglądałem go wówczas po raz pierwszy, a przedstawiona w nim tematyka niewykrytych zbrodni była dla mnie na tyle frapująca, że zainteresowania te pielęgnuję aż do dziś. Dla swoistego uczczenia osiemnastu lat tej inklinacji, chciałbym powrócić do sprawy, w której wówczas Michał Fajbusiewicz prosił o pomoc.

Chłopiny to wioska, położona w dzisiejszym powiecie gorzowskim. Liczy niespełna 180 mieszkańców.  Swoją nazwę wzięła od pobliskiego rezerwatu przyrodniczego. Mimo, że w zasadzie wszyscy znają się tam bardzo dobrze i ciężko jest ukryć przed sąsiadami nawet to, co zostało kupione w sklepie, to jednak gorzowscy policjanci od prawie 20 lat nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, kto zabił 41-letniego Tadeusza Biernata, mieszkańca Chłopin.

Biernat mieszkał samotnie w nieco zaniedbanym domu, oznaczonym numerem 28. Nie miał żony ani dzieci, nie pracował na etacie. Środki do życia zdobywał okazjonalnie wykonując drobne prace, pomagając okolicznym rolnikom w gospodarstwie. Ostatnio najął się do wyrębu i wywożenia drzewa z okolicznych lasów. Był introwertykiem, rzadko zwierzał się ze swoich problemów. Był mężczyzną spokojnym, nie angażował się w wiejskie konflikty. Tadeusz Biernat miał pewną słabość, był nią – jak się zapewne Państwo domyślacie – nadmierny entuzjazm do alkoholu. Nasz bohater właśnie na zakup wódki – i innych, odpowiednio „procentowych” cieczy – przeznaczał większość zarobionych pieniędzy. Jednak nawet po kilku głębszych jego charakter nie zmieniał się, nadal był spokojnym, niewadzącym nikomu człowiekiem.

30 października 1996 r. przypadał w środę. Dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym. Tego popołudnia Pan Tadek również spożywał swój ulubiony napój z przyjaciółmi. W tym celu po pracy w lesie odwiedził dom swojego kolegi. Nie byli sami, w biesiadzie brało udział również kilku innych drwali – amatorów. Zajęci miłą rozmową i konsumpcją kolejnych piw dżentelmeni nawet nie spostrzegli, że słońce zaszło już za horyzont. Na koniec października dni są już dość krótkie, więc to – skądinąd romantyczne – wydarzenie miało miejsce o 16:12, a zmierzch zapadł o 16:47. Nikt wówczas nie przypuszczał, że dla Biernata słońce zaszło ostatni raz.

O czym rozmawiali, dokładnie nie wiadomo. Można sobie wyobrazić, że szeroko komentowano problemy polityczne oraz kondycję gabinetu Włodzimierza Cimoszewicza. Być może rozmowa zeszła na prawo karne, stosunku zagraniczne bądź piłkę nożną, gdyż jak wiadomo, każdy Polak zna się na tym bardzo dobrze. Niestety, zakupiony alkohol skończył się, a mimo wielokrotnych, pieczołowitych penetracyj kieszeni, żaden z biesiadników nie posiadał już środków, które mógłby przeznaczyć na przedłużenie libacji. Spotkanie zakończono późnym wieczorem, a Tadeusz Biernat nieco chwiejnym krokiem skierował się do swojego domu.

Mija noc. 31 października około godziny 10 w domu Biernata pojawia się jego kolega, z którym wspólnie pracował przy trzebieniu drzew. Tego dnia czterdziestojednolatek nie pojawił się w lesie. Nikt nie widział go również na terenie wsi. Ku zdziwieniu kolegi, które z każdą chwilą ustępowało miejsca przerażeniu, dom był kompletnie splądrowany. Nigdzie nie było jednak gospodarza. Jego zwłoki wisiały na strychu.

Na miejscu natychmiast pojawiła się policja, a Prokurator Rejonowy w Gorzowie Wielkopolskim wszczął śledztwo w kierunku zabójstwa. Okazało się bowiem, że sprawcy sfingowali  – dość nieudolnie – samobójstwo. Oględziny i otwarcie zwłok wykazały, że przed śmiercią Tadeusz Biernat został brutalnie pobity.

W toku czynność śledczych przyjęto, że Biernat mógł mieć w domu jakieś cenne przedmioty, którymi gdzieś się pochwalił. Być może to właśnie ich sprawcy szukali w całym budynku, gdyż – jak już wspomniałem – lokal był dokładnie spenetrowany. Być może ów „skarb” znajdował się na strychu? Bardzo prawdopodobne jest, że Biernat znał sprawców, dlatego musiał zginąć. W śledztwie przyjęto, że sprawców musiało być co najmniej dwóch, denat bowiem był dobrze zbudowany i sprawny fizycznie, więc z pewnością obroniłby się przed atakiem jednej osoby.

Mimo podjęcia energicznych działań lubuskiej Policji do dziś nie udało się ustalić sprawców tej zagadkowej zbrodni. Śledztwo umorzono, jednak po upływie 4 lat podjęto je ponownie. Niestety, znów bez skutku.

Za pomoc w przygotowaniu tekstu dziękuję Prokuraturze Rejonowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Sprawa Prokuratury Rejonowej w Gorzowie Wielkopolskim, sygn. akt 3Ds 362/96.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: