We wrześniu miałem przyjemność dwukrotnie odwiedzić naszych północno-zachodnich sąsiadów. Norwegia to piękny kraj. Patrząc z perspektywy moich trzech wizyt w Krainie Północy przestały już mnie szokować ich bardzo wysokie ceny, jednak nieprzerwanie zadziwia mnie wydarzenie, którego doświadczyłem w ostatni niedzielny wieczór, kiedy to w jednym z oslowskich sklepów odmówiono mi sprzedaży butelki miejscowego piwa. Bynajmniej nie z powodu tego, iż znajdowałem się w stanie – pozwolą Państwo że wykorzystam ten uroczy peerelowski eufemizm –  „wskazującym na spożycie”, lecz dlatego, że w niedzielę w ojczyźnie trolli nie wolno sprzedawać piwa w sklepie! Ocenę, czy da się pogodzić to z prawem człowieka do wolnego wyboru pozostawiam PT. Czytelnikom.

Gdy powróciłem do Warszawy, na jednym z portali lotniczych sprawdzałem, nad jakimi miejscowościami przelatywaliśmy. Ku memu zdumieniu, znalazłem się w okolicach Iławy. Te sąsiedztwo, w połączeniu z końcówką września spowodowało, że dziś przypomnę Państwu historię bezsensownej zbrodni, która miała miejsce właśnie pod Iławą, pod koniec września 1987 r.

Jamielnik to niewielka wioska, znajdująca się w powiecie nowomiejskim, województwa warmińsko – mazurskiego. Liczy sobie ponad 1200 mieszkańców. Kilka sklepów, parafialny kościół, podstawówka i gimnazjum, zwana szumnie zespołem szkół. Ot, duża wieś, podobna do setek innych w całej Polsce. W jednym z domów przed blisko trzydziestu laty mieszkała Daniela Kowalska. Niedawno skończyła 18 lat, na co dzień uczęszczała do ogólniaka w Nowym Mieście Lubawskim.

Daniela była osobą spokojną i bezkonfliktową, poważnie myślała o życiu. Miała prawidłowe relacje z rodzicami i rok starszą siostrą. Wakacje 1987 r. były dla Danieli bardzo traumatyczne, ponieważ na letnim obozie utonął jej kolega, z którym łączyła ją nić sympatii. Dwa miesiące minęły jednak szybko i 1 września 1987 r. Daniela rozpoczęła naukę w ostatniej, czwartej klasie nowomiejskiego ogólniaka.

W piątek, 25 września Daniela nie pojechała jednak do szkoły, źle się czuła. W domu została również w sobotę i niedzielę. Jako ciekawostkę dodam, że w niedzielną noc nastąpiła zmiana czasu na zimowy (dziś dokonuje się tego w ostatnią niedzielę października). W świąteczne popołudnie Daniela zdecydowała się jednak, by na poprawę humoru wybrać się na zakupy do pobliskiej Iławy. Chciała kupić spodnie i buty. Rodzice poparli ten pomysł i dołożyli się do tego celu, dając nastolatce pięć tysięcy złotych ( na marginesie dodam, że była to równowartość około sześciu półlitrówek „żytniej”). Licealistka planowała dołożyć do tego własne zaskórniaki i zebrać żniwo na sklepowych półkach.

Minęła noc. W poniedziałek, 28 września 1987 r. Daniela wstała wcześnie rano i pekaesem o 6:35 pojechała do szkoły. Podczas zajęć musiała jednak zatapiać się w rozmyślaniach, na jednej z lekcji nie potrafiła nawet powtórzyć pytania, zadanego przez nauczyciela. W szkole umówiła się z jedną ze swoich koleżanek, iż razem pojadą do Iławy. dziewczyny umówiły się na nowomiejskim dworcu, gdyż po zajęciach w szkole Daniela poszła jeszcze na katechezę.

Ubogacona w religijną wiedzę, około godziny 15 pojawiła się na stacji, gdzie wraz z koleżanką oraz wspólnym znajomym z Jamielnika wsiedli do pociągu, który o 15:11 ruszył do Iławy. Na marginesie warto dodać, iż linia kolejowa łącząca te dwa miasta w 2010 r. została ostatecznie rozebrana…

Pociąg z trójką znajomych dotarł jednak do celu o 15:36. Daniela i Kasia szybko opuściły dworzec i rozpoczęły peregrynację po tamtejszych sklepach. Trudno powiedzieć, czy zdecydował o tym wysublimowany gust panny Kowalskiej, czy też górę wzięły braki w zaopatrzeniu, charakterystyczne dla schyłku epoki Jaruzelskiego, jednak mimo ponad dwugodzinnych poszukiwań Daniela nie kupiła ani spodni, ani butów.

O 18 zamykano wówczas sklepy z konfekcją, jasne więc stało się, że z zakupów nici. Dziewczyny skierowały się więc z powrotem na iławski dworzec. W barze kupiły frytki, za które zapłaciła Kowalska. Jak zeznała później jej komilitonka, osiemnastolatka miała przy sobie około 10 tysięcy złotych. Było już ciemno. Na dworcu nastolatki pożegnały się, a Daniela weszła do podstawionego już na trzecim peronie pociągu  nr 30026, mającego przez Jamielnik udać się do stacji Toruń Główny.

Najpierw siedziała sama w przedziale, jednak po chwili dołączyli do niej dwaj koledzy, mieszkańcy jej rodzinnej wsi. O 18:43 pociąg wyruszył w kierunku Torunia. Ośmiokilometrowy odcinek pokonał w dziesięć minut i już o 18:53 Daniela znalazła się w swojej rodzinnej wsi. Przeszła przez tory i dziurę w dworcowym płocie i skierowała się na polną ścieżkę, prowadzącą do jej domu.

W późniejszym śledztwie ustalono, że z pociągu na jamielnickiej stacji wysiadło niespełna 30 osób, jednak ten sam kierunek, który obrała Daniela, podzieliło z nią trzech mężczyzn. Dwóch z nich to mieszkańcy wsi Wonna, położonej nieopodal Jamielnika. Trzecim z nich był zamieszkały w okolicy emeryt. To właśnie on był ostatnią ustaloną osobą, która widziała Danielę żywą. Podzielił się z milicjantami spostrzeżeniem, że nastolatka szła bardzo wolno, udało mu się ją wyprzedzić. Rozpoznała go i ukłoniła się. Od domu dzieliły ją zaledwie trzy minuty.

Niestety, tego wieczoru Daniela nie zjawiła się w domu. Rodzice byli zdziwieni tym faktem, ponieważ nastolatka była bardzo słowna, lecz nie przeczuwali niczego złego. Myśleli, że córka przyjedzie do Jamielnika którymś z kolejnych pociągów. Składy z Iławy zatrzymywały się we wsi o 20:25 i 23:14, jednak niczego to nie zmieniło. Ojciec dziewczyny wraz z sąsiadem pojechali na komendę milicji w Iławie. Okazało się, że Daniela nie została zatrzymana przez milicję, nie była też pacjentką żadnego z okolicznych szpitali.

Mija noc. Około 6 rano ojciec Danieli kontynuuje poszukiwania. Nieopodal skrzyżowania drogi Jamielnik – Wonna z polną drogą, przy której znajduje się posesja Kowalskich, ojciec nastolatki znalazł w trawie należący do niej but. O swoim znalezisku poinformował rodzinę i sąsiadów. W pobliskim zagajniku znaleziono torbę z podręcznikami Danieli, a kilkaset metrów dalej, przy jeziorze Kutel, jej drugi but.

Natychmiast poinformowano o wszystkim funkcjonariuszy Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Nowym Mieście Lubawskim. O 6:35 rozpoczęły się milicyjne poszukiwania. Dokładnie dobę wcześniej Daniela wyruszyła w swoją ostatnią podróż do szkoły…

Do Jamielnika sprowadzono milicyjne psy, które po nawąchaniu rzeczy należących do Danieli skierowały się w stronę jeziora Kutel. Poproszono o pomoc płetwonurków, którzy penetrowali dno jeziora. Po kilku godzinach, około południa, niedaleko zatopionego pomostu, dokładnie 186 cm pod taflą jeziora, natrafiono na zwłoki Danieli Kowalskiej.

W toku oględzin i otwarcia zwłok ustalono, iż ciało Danieli było kompletnie ubrane, brakowało tylko – ujawnionych wcześniej – butów. Ręce osiemnastolatki były wykręcone do tyłu i skrepowane jej chustką do nosa. Nie stwierdzono żadnych innych obrażeń zewnętrznych, a przyczynę zgonu oznaczono jako utonięcie. Licealistka nie została zgwałcona. Powyżej prawego łokcia ujawniono otarcie naskórka, ustalono też, że z nosa wyciekła jej niewielka ilość krwi, którą ocierała chusteczką, schowaną w kieszeni kurtki.

W wyniku penetracji dna jeziora odnaleziono również szkolny fartuch Danieli, którego rękawy i poły zawiązano na supły. Nie ujawniono jednak biżuterii nastolatki, jej zegarka radzieckiej marki Czajka oraz portmonetki z zawartością około 11 tysięcy złotych (naówczas była to trzecia część przeciętnego wynagrodzenia).

Powyższe ustalenia nie pozostawiły wątpliwości, że została popełniona zbrodnia zabójstwa. Wobec tego Prokurator Rejonowy wszczął śledztwo, które doprowadziło do następujących ustaleń:

O 17:01 iławskim pociągiem przyjechała trójka młodych mężczyzn. Byli oni widziani na terenie wsi już kilkakrotnie, jednak po śmierci Danieli nie pojawili się więcej. Jeden z ich ubrany był w kurtkę w kolorze moro z pasami w kolorze zielonym. Kręcili się w okolicy dworca kolejowego i wiaduktu nad drogą do wsi Wonna.

Daniela Kowalska wróciła do Jamielnika pociągiem, który zatrzymał się o 18:52. Kilka minut później była widziana przez starszego mężczyznę, mieszkańca tej samej ulicy. Zapewne nieopodal domu została wywołana przez któregoś z trójki nieznanych młodzieńców. Musiała znać przynajmniej jednego z nich. Mniej więcej w tym samym czasie w okolicach domu Danieli sąsiadka widziała dwóch młodych mężczyzn, idących „gęsiego” w stronę jamielnickiego dworca.

Godzinę później, dokładnie o 19:52, przy skrzyżowaniu polnej drogi, przy której mieszkała Daniela, z szosą w kierunku wsi Wonna, przejeżdżający tamtędy kierowca widział dziewczynę, obejmowaną ramieniem przez nieco wyższego chłopaka. Najprawdopodobniej była to Daniela Kowalska i jeden z jamielnickich gości.

12 października 1987 r. w Iławie przebywała mieszkanka jednej z okolicznych wsi. Wraz z siostrą i wspólną znajomą szły ulicą, nieopodal (nieistniejącego już dziś) domu handlowego „Nenufar” na osiedlu Kopernika. Za nimi podążało trzech nietrzeźwych mężczyzn, dwóch z nich miało na sobie zielone kurtki z tworzywa sztucznego. W pewnym momencie  kobieta usłyszała, że w rozmowie pijanych dżentelmenów pojawiło się słowo „Jamielnik”, które skojarzyła z powszechnie znaną, tragiczną historią Danieli. Jeden z mężczyzn zapytał, kiedy wezmą się za kuzynkę, któryś odpowiedział „damy odfolgę, bo węszą”. Odfolga to w lokalnej gwarze odpoczynek od pracy. o tym zdarzeniu natychmiast zawiadomiono miejscową milicję, bezskutecznie.

Przyjęto, że Daniela ostatnią godzinę życia spędziła w towarzystwie ubranego w kurtkę moro młodego mężczyzny. Po jakimś czasie została przezeń uderzona w twarz, a następie zaprowadzona nad jezioro Kutel, gdzie związano jej dłonie i wrzucono do wody. Morderca nie dał jej żadnych szans.

W toku śledztwa przesłuchano wiele osób, a badaniem ankietowym objęto każdą osobę, która ukończyła 10 lat. Operacyjnie sprawdzono osoby, które w krytycznym czasie opuściły pobliskie zakłady karne. Zainteresowano się również osobami, które pracowały przy elektryfikacji linii kolejowej Toruń Główny – Iława Główna.

Sprawdzono też okoliczne sklepy jubilerskie w poszukiwaniu skradzionej biżuterii. Niestety, żadna z tych czynności nie pozwoliła na ujawnienie sprawy tej zbrodni.

Kto zabił Danielę? Czy jej śmierć ma jakiś związek z utonięciem jej kolegi? Czy mężczyźni, widziani w Iławie 2 tygodnie po zabójstwie Danieli byli 28 września w Jamielniku? Dlaczego Daniela została zamordowana? Dlaczego nie podjęła żadnej próby obrony? Jaki był motyw tej irracjonalnej zbrodni?

Postanowieniem Prokuratora Rejonowego w Nowym Mieście Lubawskim z dnia 31 marca 1988 r. śledztwo w sprawie zabójstwa Danieli Kowalskiej zostało umorzone z uwagi na niewykrycie sprawy.

Karalność zbrodni upłynie 28 września 2027 r.

Sprawa Prokuratury Rejonowej w Nowym Mieście Lubawskim, sygn. akt Ds 325/87.

Hubert R. Kordos
Bez przedawnienia

Przeczytaj również: