Spotkanie z Moniką Banasiak w Poznaniu

Monika B., była żona pruszkowskiego bossa „Słowika” nie kierowała zorganizowaną grupą przestępczą, ale uczyniła sobie stały dochód z popełniania przestępstw – orzekł stołeczny sąd skazując „królową mafii” na 3,5 roku więzienia – ustalił portal tvp.info. Prokuratura już zapowiada apelację, bo zdaniem śledczych wyroki w sprawie były rażąco niskie. Jeden z oskarżonych został skazany za porwanie na rok więzienia!

To nie był szczęśliwy dzień dla śledczych z warszawskich „pezetów”. Po blisko trzech latach procesu, w piątek zapadł wyrok w procesie Moniki B. znanej wcześniej, jako „Słowikowa”, obecnie, jako „królowa mafii”, oskarżonej m.in. za kierowanie gangiem, handel narkotykami oraz pośrednictwo w unikaniu odsiadki przez przestępców. Byłej żonie Andrzeja Z. ps. Słowik, w ławach oskarżonych towarzyszyło pięciu przestępców, którzy mieli pełnić różne role w jej gangu.

Tyle, że sąd wydając wyrok uznał, że w przypadku oskarżonych nie można mówić, by tworzyli „zorganizowaną grupę przestępczą” z jasno określonym liderem i podziałem ról, a co najwyżej szajkę popełniającą wspólnie różnego rodzaju przestępstwa. Przy takiej interpretacji upadł więc zarzut kierowania gangiem dla Moniki B. i udziału w „grupie” dla jej towarzyszy. Jednocześnie jednak sąd uznał, że oskarżeni uczynili sobie stałe źródło dochodu z popełnianych przestępstw. Za wiarygodne uznano zeznania Romana O. ps. Sproket, byłego już świadka koronnego, na którego słowach opierał się w znacznej mierze akt oskarżenia.

Łagodne orzeczenie

Monika B. została uznana winną popełnienia pięciu czynów. Sąd wymierzył jej karę łączną trzy i pół roku więzienia, uznając, że kara jest wystarczająca biorąc pod uwagę m.in. postawę oskarżonej, a także czas, jaki minął od zarzucanych jej przestępstw. Podobnie zresztą postąpił orzekając kary dla pozostałych podsądnych. Większość z nich oscyluje w dolnej granicy zagrożenia. Uzasadniając swą decyzję, sąd wspominał m.in., że miało na nią wpływ także to, że część oskarżonych zmieniła się od czasu popełnienia przestępstw za jakie odpowiadali. I tak, jeden z podsądnych usłyszał wyrok roku więzienia za uprowadzenie niejakiego „Maciory”.

Śledczy zapowiedzieli już w rozmowie z tvp.info, że będą wnosić o apelację, jak tylko otrzymają pisemne uzasadnienie wyroku. – Dopiero mając uzasadnienie będziemy mogli się odnieść, czego dokładnie będzie dotyczyć apelacja, choć już uważamy, że zasądzone kary są niewspółmiernie niskie. Inna jest także nasza ocena działania oskarżonych, którzy wg. nas działali w zorganizowanej grupie przestępczej – mówi jeden ze śledczych.

Swoją apelację w rozmowie z portalem Kryminalna Polska zapowiedziała również Monika B. Dodaje, że w poczet kary zaliczono jej dwa i pół roku, które spędziła w areszcie śledczym. – Nie skazano mnie za kierowanie grupą przestępczą, bo nigdy nią nie kierowałam – mówiła na wczorajszym spotkaniu w Poznaniu Monika B. Odpowiadała tam na trudne pytania swoich fanów. Gościem specjalnym była Ewa Ornacka, autorka książki „Królowa Mafii”. Część z osób, które przybyły na spotkanie, Monika zaprosiła na wykwintną kolację do prestiżowej restauracji Egoist, mieszczącej się przy ulicy Wojskowej 4 w Poznaniu.

Kolacja z Moniką Banasiak w poznańskiej restauracji Egoist

Szefowa?

Monika B., była żona pruszkowskiego bossa Andrzeja Z. ps. Słowik, odpowiadała przed stołecznym sądem za kierowanie gangiem, handel narkotykami oraz pośrednictwo w unikaniu odsiadki przez przestępców, za sprawą m. in. fikcyjnych chorób. Byłą żonę „Słowika” obciążają przede wszystkim zeznania „Sproketa”. Tak ją opisywał: – Miała niekwestionowaną pozycję przywódcy. Konkretna. Otwarta na nowe kierunki działań.

– Nigdy nie kierowałam żadną grupą przestępczą i nie odgrywałam żadnej roli w grupie pruszkowskiej. Prawdą jest, że kochałam swojego męża. Te fałszywe zarzuty i pobyt w areszcie przez ponad dwa lata zrujnowały mi życie. Zostałam bez grosza przy duszy. Nie mam nawet jak pomóc choremu ojcu – przekonywała Monika B. w rozmowie z tvp.info.

Według „Sproketa” grupa Moniki B. była podzielona na dwa niezależne „działy”. Pierwszy, w skład, którego wchodzili m.in. Dariusz A. ps. Wieża, Wojciech P. ps. Puchacz i Ludwik M. ps. Lulu, zajmowała się handlem narkotykami, wymuszeniami, ściąganiem haraczy. Ot, klasyczną bandytierką. Drugi dział kombinował wokół przestępstw gospodarczych: obrotu fikcyjnymi fakturami, oszustw kredytowych, windykacji rat leasingu itp.

Aby chorobę

Na liście zarzutów ciążących na Monice B. znalazło się kilka dotyczących pośrednictwa z Konradem T. To oszust, który w zamian za łapówki pomagał przestępcom zdobywać dokumentację medyczną, niezbędną do uniknięcia więzienia czy aresztu. Jego nazwisko pojawia się w sprawie skorumpowanego stołecznego prokuratora (zatrzymanego dwukrotnie: raz, gdy przyjmował i raz, gdy dawał łapówkę) oraz w sprawie dotyczącej producenta filmowego Lwa R.

W czasie kontaktów z grupą „Słowikowej” miał pomóc kilku osobom zdobyć „mocne papiery”. I tak jednemu z przestępców za pośrednictwem T., załatwiono pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Innemu gangsterowi sugerowano, żeby połknął folię aluminiową, to w czasie prześwietlenia metal będzie imitował zmiany nowotworowe. Oczywiście, za każde załatwienie sprawy „Słowikowa” i „Sproket” mieli brać solidne wynagrodzenia od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów.

źródło: tvp.info

Przeczytaj również: