Między dwoma mężczyznami doszło kłótni o kochankę. 59-letni Stanisław K. tak długo bił 50-letniego Krzysztofa J., aż ten bez życia legł na podłodze. Tyle wiadomo na pewno. Reszty możemy się tyko domyślać, bo do dziś nie odnaleziono ciała ofiary, a domniemany zabójca, w którego sprawie toczy się poszlakowy proces w koszalińskim sądzie, przysięga, że jest niewinny.

Czy Stanisław K. kłamie w żywe oczy, a ciało swej ofiary po prostu dobrze ukrył? Tak twierdzą śledczy na podstawie zeznań świadków i opinii biegłych. Bo wiadomo, że ukryć usiłował, w czym pomagała mu kochanka. A działo się to w nocy z 22 na 23 sierpnia 2015 r. w domu Violetty i Wiesława S. Mężczyzna często do nich wpadał. Nie tylko po to, żeby się napić, ale także dlatego, że miał też wstęp do sypialni Violetty. Rzecz w tym, że ona równie chętnie brała do łóżka swego sublokatora Krzysztofa J. I właśnie na tym tle doszło do tragedii.

Tej nocy cała trójka solidarnie opróżniała flaszkę. Aż do chwili, gdy między kochankami Violetty wywiązała się awantura. Stanisław K. rzucił się na rywala i bił go tak długo, aż Krzysztof J. przestał dawać znaki życia. Violetta pomogła mu włożyć ciało ofiary do auta i razem wyruszyli, by je ukryć. Porzucili je w krzakach w ustronnym miejscu, o czym później Violetta ze szczegółami opowiedziała śledczym. Niestety, we wskazanym przez kobietę miejscu ciała Krzysztofa J. nie było. Odkryto jedynie ślady krwi. Biegli nie mają wątpliwości, że należała do ofiary, jednak zwłok do dziś nie odnaleziono. Nie przeszkodziło to w oskarżeniu Stanisława K. o zabójstwo.

Proces mężczyzny jest poszlakowy. Zbliżał się już do końca, jednak wczoraj został niespodziewanie odroczony. Powód? Służba więzienna przechwyciła gryps, który może ostatecznie pogrążyć Stanisława K. Trzeba tylko wykazać, że napisał go własnoręcznie.

źródło: SE.pl

Przeczytaj również: