Samobójstwo 14-letniego Kacpra. Czy można było temu zapobiec? Poprosiliśmy o opinię specjalistę

1
Samobójstwo | fot. flickr

W mediach coraz częściej słyszymy o samobójstwach popełnianych przez nastolatków. Powody są różne, problemy rodzinne, presja rówieśników, zawody miłosne. Zaledwie kilka dni temu szerokim echem rozeszła się wiadomość o odebraniu sobie życia przez 14-letniego Kacpra z Gorczyna. O opinię w tej sprawie poprosiliśmy dr Andrzeja Gawlińskiego – specjalistę w dziedzinie samobójstw.

Kacper powiesił się we własnym domu. Z doniesień medialnych możemy wyczytać, że powodem samobójstwa była fala hejtu, jaka spadła na 14-latka w szkole. Nie mógł sobie poradzić z nienawiścią. Koledzy dokuczali mu z powodu – jak mówi mama w rozmowie z Newsweekiem – orientacji seksualnej i stylu ubierania.

Czy tej dramatycznej śmierci młodego człowieka można było zapobiec? Zapytaliśmy o to Andrzeja Gawlińskiego, doktora nauk prawnych, specjalistę w dziedzinie samobójstw, jednocześnie autora książki „Namowa lub pomoc w samobójstwie”, w której bardzo szeroko opisuje ten coraz bardziej uwypuklający się problem.

Panie Andrzeju, problem odbierania sobie życia przez młode osoby niestety wzrasta. Czy w jakiś sposób można wyczytać z zachowania, że dziecko boryka się z takimi myślami?

Niestety muszę się z Panem zgodzić.  Najgorsze jest to, że ten problem jest dostrzegalny przez społeczeństwo tylko przez chwilę, np. wtedy, kiedy jakaś sprawa staje się medialna, tak jak w przypadku Dominika z Bieżunia i teraz – Kacpra. Po czym i tak za chwilę wszystko wraca do „normy” i dalej udajemy, że samobójstw dzieci i młodzieży nie ma. Takie wrażenie odnoszę coraz częściej. A samobójstw wśród młodych ludzi jest w Polsce sporo.

Jak weźmiemy pod uwagę np. statystykę Komendy Głównej Policji, to wynika z niej, że w zeszłym roku miało miejsce prawie 500 przypadków prób samobójczych i samobójstw zakończonych zgonem osób do 18 roku życia – oficjalnie. Często próby samobójcze młodych ludzi nie są nigdzie zgłaszane, bo kto będzie się chwalił, że jego dziecko się pocięło, albo próbowało się powiesić? Pojawia się poczucie wstydu, bezsilność.

Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale większość samobójców wysyła jakieś sygnały. O wiele łatwiej jednak zauważyć je „po fakcie”. Dzieciom szczególnie trudno jest ukryć, kiedy coś je gnębi. Nie mówię o wypowiadaniu jednoznacznych słów typu „zabiję się”, bo to aż tak często się nie zdarza, ale mogą to być słowa: „jestem nikomu niepotrzebny” czy „najlepiej byłoby gdybym zniknął”. Takie typowe objawy to obniżenie nastroju, zamknięcie się w sobie, pogorszenie wyników w nauce, porzucenie swoich pasji, zerwanie kontaktów z rówieśnikami, sięganie po używki. Nie chciałbym też generalizować, bo każde dziecko może uzewnętrzniać swoje ewentualne myśli samobójcze inaczej.  I przecież nie jest tak, że jak ktoś jest np. smutny to zaraz pójdzie się wieszać. Do tego dochodzi wiele innych czynników np. środowiskowych i sam fakt, jak dane dziecko umie sobie radzić z problemami i swoimi emocjami i czy w porę otrzyma wsparcie.

Jak należy reagować gdy zauważymy takie symptomy, a czego nie należy robić?

Jak zareagować? Porozmawiać. Wiem, banalne i do tego brzmi jak pusty slogan. A to dużo daje. Po prostu okazać zainteresowanie. Wydaje mi się, że samym problemem jest to, że wielu rodziców nawet nie dopuszcza do siebie takiej myśli, że ich dziecko może się zabić. Gdzieś tam i są samobójstwa, ale w naszej rodzinie to się przecież nie zdarzy. Dlatego jak już pojawia się jakieś nietypowe zachowanie, to albo je lekceważymy, albo tłumaczymy okresem dojrzewania. A przecież coś, co dla nas nie jest problemem np. nieprzychylne komentarze otoczenia, dla młodego człowieka może być końcem świata. Czasem im jeszcze dorzucamy mówiąc „przestań wymyślać!”, „wyolbrzymiasz swoje problemy!”. I tego właśnie na pewno nie należy robić. Nie należy bagatelizować takich sytuacji. Jeżeli rodzic nie czuje się na siłach, nie wie jak dotrzeć do swojego dziecka, boi się – co też jest niekiedy normalne, to warto skontaktować się np. z psychologiem.  Dorastanie jest specyficznym okresem i dlatego młode osoby są szczególnie zagrożone ryzykiem samobójczym.

14-letni Kacper sygnalizował wcześniej, że nie wszystko w szkole jest tak, jak powinno. Najpierw chciał zmienić klasę, a finalnie przeniósł się do innego gimnazjum. Czy mogła być to próba ucieczki od tej fali hejtu jaka na niego się wylała? Jak powinni zachować się wobec takich sygnałów, bądź co bądź, wykwalifikowani pedagodzy?

Nie oszukujmy się, dzieci są niekiedy bardzo bezwzględne i lubią sobie znaleźć w grupie kogoś słabszego, z kogo mogą się pośmiać, poznęcać, zhejtować. W sieci – i w realu. Dlaczego tak jest? A dlaczego ma tak nie być, skoro dorośli sami dają im przykład takiego zachowania. W Polsce „inność”, bez względu czy jest to wyznanie, orientacja, kolor skóry, ubiór, czy cokolwiek innego, wciąż budzi niezdrowe emocje. Niestety, mimo że Kacper miał oparcie w rodzinie, to fala hejtu ze strony rówieśników była dla niego nie do zniesienia. Na tragiczny finał tej sprawy, oprócz braku stanowczej reakcji ze strony szkoły, mogło się złożyć kilka rzeczy – młody wiek Kacpra, jego wrażliwość, dojrzewanie i odkrywanie swojej orientacji, ale i niesamowita potrzeba akceptacji ze strony rówieśników. Nikt nie starał się go zrozumieć. Dzieciom łatwiej jest dołączyć do ataku, niż stanąć w obronie kolegi z klasy.

W jakimś artykule wyczytałem, że dyrekcja ze szkoły Kacpra miała się wypowiedzieć, że oni „nie mają sobie nic do zarzucania”. Typowe. Rozumiem, że w tej nowej szkole mogli jeszcze chłopaka nie poznać, nowy rok szkolny, to tylko kilka dni, ale nie wierzę, że nic nie było po nim widać. Tak jak mówiłem – dzieci nie ukrywają aż tak dobrze swoich emocji, szczególnie mocno negatywnych. Poza tym, jeżeli przy zmianie szkoły, dyrekcji znany był powód tego kroku, a powinien był być, to tego typu słowa są dla mnie niepoważne. Taki uczeń powinien zostać otoczony szczególną opieką. Nie rozumiem też, dlaczego nie ukrócono tego hejtu w poprzedniej szkole i żadne dziecko znęcające się nad Kacprem nie poniosło odpowiedzialności, nie zostało ukarane. Mam wrażenie, że szkoły albo boją się reagować stanowczo w takich przypadkach, albo nie mają pojęcia jak należy się zachować, żeby zapobiegać tego tragicznym historiom. Wielu nauczycieli, ze względu na swoje poglądy czy wyznawane tzw. „wartości” nie tylko nie reaguje, ale po cichu akceptuje negatywne zachowania – co jednoznacznie przekreśla ich jako pedagogów, którzy powinni być światopoglądowo wobec uczniów neutralni.

Na każdy przypadek niepokojącego postępowania ucznia nauczyciel powinien natychmiast zareagować: zgłosić dyrekcji, rodzicom, a także osobiście porozmawiać. W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że nie należy niczego zgłaszać, ponieważ kojarzy się to, niesłusznie, z donosicielstwem. Jeżeli chcemy zbudować społeczeństwo obywatelskie to powinniśmy stanowczo reagować na hejt, a dużą rolę do odegrania mają tu właśnie nauczyciele.

Kto lub co w tej konkretnej sytuacji Kacpra zawiniło? Brak czujności rodziców czy też nauczycieli, brak świadomości jak postępować w takich przypadkach, czy może jeszcze coś innego?

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Tak jak Pan, sprawę znam tylko z przekazów medialnych. Kacper miał wsparcie rodziny, ale w tym przypadku to było za mało. Ogólnie samobójstwo w szkole to trudny temat i mam tego świadomość. To tabu. Nauczyciele nie do końca wiedzą, na co trzeba zwrócić uwagę, jak zareagować, żeby pomóc a nie zaszkodzić, a gdy już ktoś odbierze sobie życie problemem jest nawet to, jak tłumaczyć zdarzenie innym uczniom.

W większości, nauczyciele niewiele wiedzą na temat zachowań suicydalnych i możliwe, że przez to brakuje im też odwagi. Trochę im się nie dziwię. Ta sytuacja może wynikać stąd, że w szkołach praktycznie nie ma szkoleń, spotkań ze specjalistami z zakresu suicydologii. Owszem, co prawda są poradniki typu „jak zapobiegać samobójstwom” specjalnie dedykowane dla tej grupy zawodowej, ale w zderzeniu z rzeczywistością czasem nie do końca wiadomo, jak wiedzę w nich zawartą należy zastosować.

Pamiętam, jak opowiadał mi Pan historię, gdy pod Pana pierwszym wywiadem jedna z matek napisała komentarz. Stwierdziła w nim, że gdyby przeczytała ten wywiad wcześniej, jej dziecko nadal by żyło. Właśnie, co powinni wiedzieć rodzice, jakich informacji im brakuje?

Dokładnie, chodziło o 17-letniego chłopaka. Jego matka napisała, że ma żal do siebie, szkoły, lekarzy – o to, że nikt nie umiał mu pomóc. Zwróciła też uwagę na problem braku edukacji w tym zakresie. I z tym w zupełności się zgadzam. Odpowiedź na pytanie, jakich informacji brakuje rodzicom mogłaby spokojnie przybrać postać obszernego poradnika, więc powiem w skrócie – brakuje informacji m.in. o tym, na co w zachowaniu dziecka zwrócić uwagę, jak porozmawiać i gdzie szukać ewentualnej pomocy. Tak jak w przypadku poradników dla nauczycieli, podobne opracowania są dostępne w Internecie i warto po nie sięgnąć. Potrzebna jest też zmiana myślenia, że samobójstwa dzieci i młodzieży to nie są jakieś abstrakcyjne, jednostkowe przypadki, zauważone przez media, ale mogą zdarzyć się niemal w każdej rodzinie.

Dziękuję bardzo za rozmowę Panie Andrzeju. Mamy nadzieje, że dorośli, a przede wszystkim nauczyciele – bo przecież szkoła to drugi dom – zaczną częściej reagować na dokuczanie, hejt, nienawiść między młodymi ludźmi zapobiegając tym samym tragediom takim jak Kacpra.





Europejskie Biuro Detektywistyki i Bezpieczeństwa

1 KOMENTARZ

  1. Od wieków konopie były specyfikiem używanym w medycynie ludowej. Współcześnie wiele badań potwierdza lecznicze właściwości konopi : w łagodzeniu objawów jaskry, bólów związanych z stwardnieniem rozsianym, znoszeniu złego samopoczucia podczas chemioterapii nowotworów i pobudzaniu apetytu , oraz może zmniejszyć liczbę napadów padaczkowych. Udowodniono naukowo, że CBD wykazuje liczne właściwości lecznicze więcej informacji na temat ekstraktów CBD tu : https://konopiafarmacja.pl/wyroby-z-konopii/17-konopny-ekstrakt-cbd-6.html

Dodaj komentarz