Miasto młodych wilków - Chłopcy z Pruszkowa

Pruszków – ta nazwa dla wielu ludzi jest synonimem jednego – Mafii. W latach dziewięćdziesiątych Mariusz Sz. ps. „Szlachet” wychował się w tym specyficznym mieście. Jako nastolatek niemal codziennie spotykał na ulicy gangsterów, którzy dzięki amnestii, ogłoszonej przez ówczesnego prezydenta, opuścili przedterminowo więzienne mury. Potężni faceci z licznymi tatuażami na swoim ciele często przesiadywali przy fontannie znajdującej się na przeciwko bloku, w którym mieszkał autor książki „Miasto Młodych Wilków – Chłopcy z Pruszkowa”.

W towarzystwie gangsterów potocznie nazywanych „starymi pruszkowskimi” nie zabrakło liderów młodszego pokolenia – Jarosława S. ps. „Masa” oraz Wojciecha K. ps. „Kiełbasa”. Charyzmę, jaką posiadali Jarek i Wojtek, można porównać do magnesu, który przyciągał do siebie coraz więcej młodych i gniewnych chłopaków gotowych dla nich pracować. Szastali forsą, jeździli drogimi samochodami, a kobiety, które można było spotkać w ich towarzystwie, wyglądały jak dziewczyny z okładek Playboya. Jednak nie zawsze „Masa” miał tyle szczęścia i farta. Poniżej fragment pochodzący z książki „Szlacheta” opowiadający o pewnym niechlubnym zdarzeniu z życia Jarosława S.

O godzinie 24.00 wznosiliśmy toasty za przyjście Zbawiciela na świat. Biły kościelne dzwony i wszyscy zgromadzeni zaczęli składać sobie życzenia. Przyszedł moment, że chcieliśmy podejść i złożyć życzenia liderom naszego osiedla, ale tradycyjnie jak co roku trzeba było ustawić się w długiej kolejce. „Masa” był nieźle wstawiony, chyba odechciało mu się przyjmować życzenia od tak licznej grupy i zaczął sobie żartować w niezbyt miły dla niektórych swoich kolegów sposób. Wyciągnął z kieszeni gaz i straszył wszystkich dookoła, że ten, który podejdzie do niego z życzeniami, będzie popsikany gazem. Nie dopuszczając do siebie myśli, że Jarek „Masa” mógłby tak zrobić swojemu koledze, podszedł do niego z życzeniami „Kwiatek” vel „Kwinto”, ten sam, który stał pod kantorem przy ul. Bolesława Prusa.

Kościół w Pruszkowie

– Odejdź, „Kwinto”, bo zaraz dostaniesz dawkę dezodorantu! – krzyknął „Masa”.
– Nie strasz, Jarek, i uspokój się. Schowaj gaz i dawaj grabę, złożymy sobie życzenia – zaproponował „Kwinto”.
– Odejdź, mówię !

„Kwiatek” nie dawał za wygraną.

– Podchodzę! Dużo zdrowia, stary wariacie, i wszystkiego najlepszego.

Jarek przełożył gaz do drugiej ręki i wyciągnął rękę do „Kwiatka”.

– Tobie, „Kwinto”, też dużo zdrowia. – Pssssss… – Ha, ha, ha!

„Kwiatek” zasłonił oczy i odszedł kilkanaście metrów dalej. Wszyscy byli w szoku, bo myśleli że „Masa” blefował ,a on naprawdę użył tego gazu. Zrobił tak, jak ostrzegał, a w dodatku zaczął się śmiać i donośnym głosem powiedział:

– Który następny? Nie ma chętnych z życzeniami? Ha, ha, ha!

Wszyscy odsunęli się na bezpieczną odległość, a przy „Masie” został tylko Wojtek „Kiełbasa”. Współczując w myślach „Kwiatkowi”, patrzyliśmy, jak biedak przemywa śniegiem oczy. Atmosfera świąteczna zrobiła się nagle niemiła, tylko „Masie” było wesoło. Ale jego śmiech został nagle przerwany.

– Coś ty, łajzo, zrobił?! – „Kwiatek” krzyknął tak głośno, że wszyscy spojrzeli w jego stronę.
– Co ty powiedziałeś? – zapytał „Masa”.
– To, co słyszałeś, łajzo!
– Jak ci zaraz zapierdolę!

I „Masa” pędem ruszył na „Kwiatka”. Niczym rozpędzony czołg podbiegał do niego i chciał go uderzyć z pięści. „Kwiatek” go wyprzedził i wyprowadził swoją nogą boczny cios prosto na szczękę rozpędzonego agresora. „Masa” padł jak kłoda, aż zadudniła ziemia, po chwili „Kwiatek” go dosiadł i przyłożył mu dwa razy z pięści w twarz. Trzeci raz nie zdążył, bo za rękę złapał go „Kiełbasa”, który podbiegł na pomoc wspólnikowi. Wszyscy obserwujący zajście zaniemówili i zrobiła się cisza jak makiem zasiał. „Kiełbasa” odciągnął rozjuszonego „Kwiatka” od półprzytomnego „Masy”. Pomógł przyjacielowi wstać, zapakował do samochodu, po czym we dwóch odjechali spod kościoła.

Wszyscy zaczęli zbierać się wokół zwycięzcy, gratulowali mu wygranej walki i chwalili, że ujarzmił temperament „Masy”. To była sensacja, bo pierwszy raz zarówno ja, i wielu moich kolegów widzieliśmy, jak ktoś pokonał człowieka uchodzącego do tej pory za niepokonanego. Legenda naszego lidera poważnie się zachwiała, a jego notowania diametralnie spadły.

Po kilku dniach „Kiełbasa” rozpowiadał na mieście, że „Masa” ponownie będzie się bił z „Kwinto” i że będzie to walka rewanżowa. Na obronę wspólnika podawał argument, że ten był pijany i dlatego walka miała taki nierówny przebieg, a właściwie doszło do szybkiego nokautu. Wszyscy w Pruszkowie o tym rozmawiali i oczekiwali tego sparingu – „Kwiatek” vel „Kwinto”, wysportowany, niedoszły bokser, karateka, kontra „Masa”, stutrzydziestokilogramowy kolos, silny jak niedźwiedź.

Robert K. ps. Kwiatek vel Kwinto | fot. YouTube

Jaki był finał tej historii? Dowiecie się, czytając pierwszą część prawdziwej historii, którą napisał ochroniarz najsławniejszego świadka koronnego w Polsce. „Miasto Młodych Wilków – Chłopcy z Pruszkowa” jest obrazem zorganizowanej grupy przestępczej widzianej oczami jednego z jej żołnierzy – „Szlacheta”. Krok po kroku opisuje on, jak dostawał się w przestępcze struktury, opowiada o zdarzeniach, o których większość zapomniała, a na pewno nikt nie mówił głośno.

Już niebawem na kanale „Kryminalna Polska” ukaże się wywiad z Mariuszem Sz. ps. „Szlachet”, w którym Piotr Szatkowski zapyta go o kulisy opisanych w książce wydarzeń.

Książka wydana pod patronatem „Kryminalnej Polski” jak i kanału „Mafia PL” dostępna jest w księgarni internetowej „Ocean Książek„, niebawem będzie można ją również nabyć w salonach sieci „Empik”.

Przeczytaj również:

1 KOMENTARZ

  1. Szlacheta szanuję, od dłuższego czasu obserwuję. Natomiast dawanie na zajawkę książki jednej niepełnej historii w przypadku gdy mówimy tu o debiutującym duecie to trochę mało.

Dodaj komentarz