Zwłoki w lesie | fot. Policja

Nikt o tej zbrodni nie wiedział. Bliscy Stanisława G. przez 27 lat żyli w przekonaniu, że zerwał z nimi kontakty i wyjechał. Teraz jednak okazało się, że został zamordowany. Wszystko wyszło na jaw przypadkiem, gdy policja znalazła skradziony przedmiot.

Cała sprawa początek miała 2 kwietnia, gdy o godzinie 3 w nocy w jednym z domów w Gryźlinach wybuchł pożar. Po tym jak strażacy uporali się z ogniem, do pracy przystąpili policjanci z Olsztynka. Gdy podczas czynności na posesji znaleźli skradzioną z pobliskiej budowy łyżkę od koparki, postanowili przesłuchać właściciela działki Tomasza T.

– Czy pan wie, po co pana wezwaliśmy? – spytał na dzień dobry śledczy, gdy Tomasz T. zjawił się na komisariacie. – Domyślam się – odparł niepewnie mężczyzna, a po chwili namysłu dodał. – Chyba chodzi o to morderstwo…

Śledczy osłupiał, ale zachowując zimną krew, zdanie po zdaniu wyciągał od Tomasza T. historię wstrząsającej zbrodni sprzed 27 lat.

Wówczas przy ul. Jagodowej w Gryźlinach Tomasz T. mieszkał razem ze swoją matką Genowefą i Stanisławem G., który wynajmował u nich pokój. Co prawda miał własną rodzinę, ale skłócił się z żoną i wybrał życie samotnika.

– Wiedzieliśmy, że tam mieszka. Szukaliśmy go pod tym adresem, gdy przestał się odzywać, ale powiedziano nam, że wyjechał. To było prawdopodobne, bo był drwalem i jeździł od wycinki do wycinki – mówi dziś jego córka Barbara Kaszlewicz.

Jednak wtedy już Stanisław G. nie żył. Z ustaleń śledczych wynika, że pokłócił się on feralnego dnia z Tomaszem T. oraz jego matką. Przyłożyli mu zatem w głowę jakimś ostrym narzędziem, a ciało zakopali w lesie 2 km od domu. To miejsce Tomasz T. wskazał teraz śledczym, a oni odkopali szkielet mężczyzny z wyraźnym urazem twarzoczaszki.

Czy to faktycznie zaginiony drwal? – Tego będziemy pewni dopiero po badaniach identyfikacyjnych – mówi Daniel Brodowski z Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Południe. – Musimy też ustalić ponad wszelką wątpliwość, kiedy ten człowiek zginął i w jaki sposób. Dopiero potem będziemy mogli skonkretyzować zarzuty. Na razie Tomasz T. i jego matka usłyszeli zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci – dodaje prokurator Brodowski.

Dziennikarze Super Expressu nieoficjalnie dowiedzieli się, że matka i syn wzajemnie się oskarżają. On zwala winę na nią, ona na niego.

źródło: SE

Przeczytaj również: