Podczas, gdy Igor Stachowiak leżał już martwy w komisariacie, doszło do manipulacji w paralizatorze, którym go wielokrotnie przed śmiercią rażono. Jak ustalił biegły Rafał P., ktoś odtwarzał i usuwał filmy z pamięci tasera. Wszystko to działo się już po tym, kiedy na komisariacie pojawiła się prokurator Katarzyna Sawicka.

Jak ustalił Fakt24, te zdarzenia udało się odtworzyć dzięki pracy informatyka Rafała P. – specjalisty, który zeznawał we wtorek we Wrocławiu, gdzie trwa proces mający wyjaśnić okoliczności śmierci Igora Stachowiaka. – Ktoś kilka razy otwierał pliki, co może świadczyć o tym, że paralizator lub komputer, na który zgrywano z niego filmy, nie zostały zabezpieczone – mówił w sądzie biegły.

Część z plików znalazła się w koszu systemowym, co może wskazywać na fakt, że policjant Łukasz R. próbował usunąć dowody swojej winy. To właśnie on raził prądem Igora. Widać to na filmie, który w maju 2017 roku wyemitował „Superwizjer” TVN. – Działałem w stanie wyższej konieczności – pokrętnie tłumaczył się w sądzie policjant.

Jednak to nie wszystko. Jak się okazuje, informatyk Rafał P. nie dostał do analizy policyjnego paralizatora. Policja przekazała mu jedynie pliki z materiałem filmowym oraz komputer. Dopiero po wnioskach pełnomocników rodziny Igora Stachowiaka, specjalista będzie mógł zbadać paralizator. Wnioski ma przedstawić sądowi w ciągu pięciu tygodni.

Na ławie oskarżonych zasiada czterech policjantów. Żaden nie przyznaje się do winy. Za znęcanie się fizyczne i psychiczne nad bezbronnym Igorem grozi im do 5 lat więzienia.

źródło: Fakt24

Przeczytaj również: