Poznański sąd uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. – Adam Z. nie miał czasu, ani sposobności, by w czasie 5 min. i 8 sek. dokonać zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia – podkreślono w uzasadnieniu.

Wyrok wydany w środę przez Sąd Okręgowy w Poznaniu nie jest prawomocny.

Jak uzasadniła sędzia Magdalena Grzybek – W ocenie sądu rozpoznającego niniejszą sprawę, materiał dowodowy zgromadzony w sprawie nie pozwolił na przyjęcie, by oskarżony Adam Z. dopuścił się popełnienia zbrodni zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia, ani w jakikolwiek inny sposób przyczynił się do jej śmierci.

– Z materiału dowodowego nie wynika również kiedy i w jakich okolicznościach Ewa Tylman znalazła się w rzece, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy ktoś przyczynił się do jej śmierci – dodała.

Sędzia podkreśliła również, że materiał dowodowy nie pozwolił sądowi na przypisanie Adamowi Z. także przestępstwa nieudzielenia pomocy Ewie Tylman.

Ewa Tylman zaginęła w listopadzie 2015 roku. Po raz ostatni jej postać zarejestrowały kamery monitoringu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. W lipcu 2016 r. z Warty wyłowiono jej ciało.

Proces Adama Z. toczył się przed poznańskim sądem okręgowym od stycznia 2017 roku. Według prokuratury 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane Adamowi Z. przez prokuraturę zabójstwo z zamiarem ewentualnym zagrożone jest karą do 25 lat więzienia lub dożywociem. Podczas rozprawy w lutym 2017 r. sąd uprzedził jednak strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy, za co grozi do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. jest na wolności.

Oskarżony nie przyznał się w trakcie procesu do zarzucanego mu czynu. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. W trakcie procesu nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co się działo po wyjściu z klubu. Twierdzi, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci. Śledztwo prowadzone w tej sprawie przez Prokuraturę Okręgową w Zielonej Górze było dwukrotnie umarzane.

Prokuratura w mowach końcowych wnosiła o karę 15 lat pozbawienia wolności. Rodzina Ewy Tylman żądała dla oskarżonego dożywocia, zaś obrona – całkowitego uniewinnienia Adama Z.

Sędzia Magdalena Grzybek podkreśliła w uzasadnieniu, że oskarżony ani w toku śledztwa, ani w toku procesu nie przyznał się do zarzuconego mu czynu. Odnosząc się do wersji wydarzeń opisanej w akcie oskarżenia sędzia wskazała, że „Adam Z. nie miał czasu, ani sposobności, by w czasie 5 minut i 8 sekund dokonać zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia”. Dodała również, że nawet przeprowadzony przez prokuraturę eksperyment procesowy „wykluczył wersję zdarzeń podawaną przez policjantów”, którzy zeznawali przed sądem w charakterze świadka, a którym Adam Z. miał opisać przebieg wydarzeń. Sędzia wskazała także, że relacje policjantów były niespójne; według ich zeznań, oskarżony nie pamiętał okoliczności, w jakich znalazł się przy brzegu Warty – za to ze szczegółami miał im opisać moment, w którym zginęła Tylman.

Sędzia zaznaczyła, że prokuratura nie wykazała także, by oskarżony miał jakikolwiek motyw, by zabić Tylman. „Wątpliwości sądu budzi również to, dlaczego Adam Z. miałby dokonać zabójstwa Ewy Tylman; swojej koleżanki, z którą nie miał żadnego konfliktu. Zwraca uwagę brak motywu” – podkreśliła.

W uzasadnieniu sędzia podważyła również przyjętą przez prokuraturę wersję o rzekomym „pobudzeniu seksualnym oskarżonego”, które miało być powodem jego działania. Jak mówiła, „nie poparte żadnymi dowodami są twierdzenia rzecznika oskarżenia, by pokrzywdzona uciekała przed oskarżonym z obawy przed jego pobudzeniem seksualnym (…) oskarżony w żadnych ze swoich wyjaśnień nie wskazał, by pokrzywdzona pociągała go seksualnie, okoliczność taka nie wynika również z zeznań świadków” – podkreśliła.

Sędzia Grzybek wskazała, że oskarżony, który tamtego wieczoru był pod wpływem alkoholu, mógł nie pamiętać przebiegu zdarzeń, co – jak mówiła – „wynika choćby z zasad doświadczenia życiowego”. Podkreśliła również, że zmiany wersji zdarzeń oskarżonego „nie wskazują na to, że oskarżony przygotowywał sobie alibi”. „Gdyby faktycznie chciał sobie przygotować alibi, to miał czas na ustalenie jednej, spójnej wersji zdarzenia i przekazywałby ją wszystkim osobom” – podkreśliła.

Dodała, że nie można jednoznacznie ustalić przyczyny śmierci pokrzywdzonej, natomiast – jak wskazała sędzia – na podstawie opinii biegłych „można dopuścić możliwość, że w chwili wpadnięcia do wody podstawowe funkcje życiowe Ewy Tylman mogły być zachowane”.

Kiedy sędzia zakończyła odczytywać uzasadnienie wyroku, ojciec Ewy Tylman, Andrzej krzyknął do oskarżonego, żeby powiedział prawdę. – Masz ostatnią szansę powiedzieć, co się tam stało. Czemu nic nie mówisz? Sama wskoczyła do wody? – mówił wzburzony. Sędzia poprosiła obecną na sali policję o wyprowadzenie go z sali rozpraw.

Andrzej Tylman mówił dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku, że czuje się zbulwersowany orzeczeniem sądu. – Tak się nie robi z ludźmi, którzy stracili dziecko. Dwa lata ta sprawa trwała, wszyscy o niej wiedzieli i zostaliśmy na niczym. Moja rodzina straciła dziecko, ja i żona córkę, moi synowie siostrę, a pana Z. się pogłaskało po głowie. (…) przecież Ewa nie wpadła sama do wody, w życiu w to nie uwierzę. On wszystko wie. Nie ma sprawiedliwości w Polsce – powiedział.

Pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman zapowiedzieli apelację. – Z punktu widzenia rodziny jest jeden cel: ustalenie tego, co się stało z Ewą Tylman. Śledztwo, setki tysięcy złotych wydanych, model postepowania, który także zakłada prowadzenie śledztwa na sali – więc rodzina czuje niedosyt, dlatego, że tej odpowiedzi nadal nie ma (…) Będziemy domagać się tego, czego domagaliśmy się w mowach końcowych, czyli wyjaśnienia wszelkich wątpliwości – powiedział adw. Mariusz Paplaczyk.

Prokurator Magdalena Mazur-Prus powiedziała mediom po ogłoszeniu wyroku, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem orzeczenia, prokuratura skieruje sprawę do sądu drugiej instancji.

Oświadczenie dotyczące wyroku przekazał mediom także rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Michał Smętkowski. Jak wskazał, „według prokuratury, sąd niezasadnie nie dał wiary zeznaniom trzech funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, którym tuż po zatrzymaniu Adam Z. opowiedział przebieg całego zdarzenia”.

Adam Z. miał mówić funkcjonariuszom, że „krytycznej nocy pomiędzy nim a Ewą Tylman doszło do sprzeczki zakończonej szarpaniną, a pokrzywdzona uciekła na skarpę nad rzeką. Gdy oskarżony ją dogonił, Ewa Tylman straciła równowagę i spadła. Przestraszony tym Adam Z. – jak sam opowiedział funkcjonariuszom – chwycił pokrzywdzoną za ręce i pociągnął w kierunku rzeki Warty. Następnie zanurzył jej ciało w wodzie i popchnął tak, by popłynęło z nurtem. Następnie podjął działania, które miały odsunąć od niego wszelkie podejrzenia” – wskazał prokurator. Dodał, że „w swych zeznaniach funkcjonariusze policji, opisując rozmowę z Adamem Z., podali szczegóły, które znać mógł tylko sprawca tego przestępstwa”.

Smętkowski zaznaczył, że „ustalony w postępowaniu przygotowawczym przebieg zdarzeń zdaniem prokuratury znalazł pełne potwierdzenie w przeprowadzonych potem dowodach (…) wszystkie te dowody łączą się w logiczny ciąg zdarzeń i brak jest podstaw, by którykolwiek z nich uznać za nieprawdziwy”.

– Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zebrany materiał dowodowy w pełni potwierdza wszystkie tezy aktu oskarżenia. Również okoliczności zdarzenia uzasadniają przyjętą w sprawie kwalifikację prawną czynu zarzucanego oskarżonemu, czyli zabójstwa z zamiarem ewentualnym – podkreślił Smętkowski.

Adam Z. był na sali w trakcie odczytywania orzeczenia sądu. Ani on, ani jego obrońca nie chcieli komentować wyroku.

źródło: PAP

Przeczytaj również: